Ta strona wykorzystuje pliki cookies. Możesz z nich zrezygnować poprzez odpowiednie ustawienia swojej przeglądarki (więcej). Zamknij
psur.pl - Wycieczki po Polsce
strona główna > blog > wszystkie wpisy

Blog

Ciekawostki, notki i zdjęcia związane z podróżami po Polsce. Publikujemy na bieżąco!

Planowanie wakacji w Polsce

Piotr Surowiecki | ostatnia aktualizacja: 04-06-2017, 17:00 | Copyright (c) psur.pl | Zakaz kopiowania tekstu i/lub zdjęć

No i weź tu zaplanuj wakacje w naszym zmiennym klimacie - dane dla 4 czerwca z aplikacji MSN Pogoda:
Najwyższa temperatura 4 czerwca: 30 st. C w roku 2000, najniższa - 6 st. C w roku 2001
Gdyby jednak ktoś chciał próbować, to tu jest ściąga.

Dodaj komentarz ≫

Kołobrzeg w jeden dzień (zwiedzanie, atrakcje)

Piotr Surowiecki | ostatnia aktualizacja: 10-08-2016, 9:47 | Copyright (c) psur.pl | Zakaz kopiowania tekstu i/lub zdjęć

W deszczowy dzień na początku sierpnia wybraliśmy się do Kołobrzegu. Przywitały nas ogromne korki na trasie między Koszalinem a Kołobrzegiem, a także w samym Kołobrzegu (np. ul. Zdrojowa). Nie było też zupełnie miejsc parkingowych w centrum, przy czym nie chodzi wcale o jakieś darmowe miejsca, ale nawet na parkingach płatnych 5 zł za godzinę były wywieszki "brak miejsc". Wszystko to pewnie dlatego, że gdy nad Bałtykiem zaczyna padać, letnicy szukają atrakcji turystycznych i odwiedzają właśnie takie miejsca jak Kołobrzeg. Potwierdził to pracownik parkingu, na którym w końcu znaleźliśmy miejsce (ok. 2 km od latarni morskiej), że tego dnia ruch był wyjątkowo duży.

Muzeum Oręża Polskiego

Zwiedzanie rozpoczęliśmy od Muzeum Oręża Polskiego, od wystawy głównej przy ul. Emilii Gierczak. Byliśmy pod wrażeniem mnogości zgromadzonego uzbrojenia z różnych epok i jednostek, w których walczyli Polacy (i nie tylko): szable, mundury, kule armatnie, przyrządy osobiste itp. Wszystko w gablotach, ale dobrze widoczne. Dodatkowo w hangarze i na dziedzińcu zgromadzono sporo pojazdów wojskowych, m.in. czołgi T-34 i IS-2 albo Katiusze.
Czołgi na dziedzińcu muzeum
Muzeum jest ciekawe, dla zainteresowanych historią pasjonujące, a dla zupełnie niezainteresowanych nieco kłopotliwe, bo jest całkiem monotematyczne - wszystko mniej lub bardziej związane z uzbrojeniem polskich żołnierzy.

Muzeum ma też inne oddziały, m.in. Kołobrzeski Skansen Morski (wystawa plenerowa ze statkiem ORP Fala) oraz wystawę poświęconą historii Kołobrzegu.

W stronę morza

Od muzeum poszliśmy w stronę portu i latarni morskiej. Ładnie odnowiona jest ul. Rzeczna - bulwar nad rzeką Parsętą. Można też iść pełnymi handlu uliczkami centrum. Na ulicach widać mnóstwo turystów z Niemiec.

Po drodze natkniemy się na bardzo ważny zabytek - kołobrzeską konkatedrę. Przypomina ona, podobnie jak stojący obok pomnik, o jednym z najistotniejszych momentów w dziejach Kołobrzegu - w 1000 roku, podczas Zjazdu Gnieźnieńskiego, ustanowiono w Polsce Archidiecezję Gnieźnieńską, a w jej obrębie trzy diecezje: w Krakowie, we Wrocławiu i właśnie w Kołobrzegu. Wybranie Kołobrzegu na siedzibę biskupa świadczy o jego istotnym znaczeniu dla ówczesnej Polski, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę, że tylko trzy miasta w Polsce dostąpiły tego wyróżnienia (obok Gniezna i Poznania, w którym biskupstwo istniało wcześniej). Trzeba jednak zaznaczyć, że ustanowiona diecezja nie przetrwała długo - podobno już po kilku latach, w wyniku reakcji pogańskiej, przestała istnieć.
Ceglany, gotycki kościół, otoczony zielenią
Obecny budynek konkatedry zaczęto budować w XIII wieku, był potem wielokrotnie restaurowany, ale do dziś jest przykładem pięknego, pomorskiego gotyku.

Port, molo, latarnia morska

Port kwitnie handlem, ale nie takim jaki zwykle łączy się z portem, lecz goframi, lodami itp. Kilka statków oferuje możliwość odbycia rejsów wycieczkowych, jednym z nich jest były okręt Marynarki Wojennej RP, wycofany ze służby kilka lat temu. W Kołobrzegu jest też niewielki port wojskowy, ale jak tam byliśmy, to świecił pustkami.
Falochrony przy wyjściu z portu - widoczne z góry
Dużo jest punktów widokowych. Przede wszystkim na latarni morskiej, której poświęcamy osobny artykuł. Jest też na portowym falochronie (wejście płatne, co nas nieco zaskoczyło - pierwszy raz spotykamy taką sytuację), a także na słynnym molo, oddalonym kilkaset metrów od portu.
Ceglana latarnia na forcie
Podsumowanie

Nie byliśmy w Kołobrzegu pierwszy raz, ale jakie wrażenie zostawił na nas tym razem? Bardzo zróżnicowane. Z jednej strony bardzo zatłoczony, pełny turystów i nadmiernego handlu, z drugiej strony szczycący się nietuzinkową historią i mający wiele atrakcji. Jeden niecały dzień w tym mieście, szczególnie w towarzystwie nieułatwiających zwiedzania dzieciaków, to niewiele, ale warto było go spędzić.

Jedno jest pewne - Kołobrzeg jest dobrym rozwiązaniem standardowego problemu "co robić, gdy pada nad morzem", bo jest tu kilka rzeczy do zwiedzania pod dachem: Muzeum Oręża Polskiego (i to kilka oddziałów), konkatedra czy nawet latarnia morska (ma zadaszony taras).

Dodaj komentarz ≫

Książka na wakacje: "Dzieje Polski" prof. Nowaka

Piotr Surowiecki | ostatnia aktualizacja: 14-07-2016, 6:27 | Copyright (c) psur.pl | Zakaz kopiowania tekstu i/lub zdjęć

Gruba, więc szybko się nie skończy - w sam raz na wakacje, gdy wolnego czasu jest nieco więcej. Chodzi o ukazującą się serię Dzieje Polski autorstwa prof. Andrzeja Nowaka. To po prostu świetnie napisana, szczegółowa historia Polski. Ukazały się już dwa tomy. Tom I rozpoczyna się szukaniem najstarszych śladów cywilizacji w Polsce, a kończy na roku 1202. Tom II to czas robicia dzielnicowego, a potem zjednoczenia Polski przez Łokietka i królowania Kazimierza Wielkiego (1202 - 1340).
Widok książki: bordowa okładka i biało-złote litery
Jakie są zalety tego cyklu? Wymieńmy trzy.

Po pierwsze jest to książka dopiero co napisana, a zatem uwzględnia wszystkie najnowsze odkrycia i hipotezy. Jeśli porównamy to np. do popularnej historii Polski Pawła Jasienicy, która była pisana kilkadziesiąt lat temu, to różnica jest spora.

Po drugie prof. Nowak bardzo sprawiedliwie przedstawia różne teorie dotyczące jakiegoś wydarzenia. Szczególnie początek naszych dziejów obfituje w wiele tajemniczych epizodów, o których niewiele wiadomo i właśnie w takich przypadkach autor zapoznaje nas z tym co aktualnie myślą na dany temat rozmaici historycy. Oczywiście, hipotezy te są komentowane i często autor do którejś z nich się przychyla, ale dzięki ich opisowi czytelnik również ma taką możliwość.

Po trzecie wydaje się, że prof. Andrzej Nowak rozumie Polskę. Tutaj znów odwołamy się do Pawła Jasienicy, który w jednym z tomów wydawał się jakby żałować, że Polska nie odłączyła się od Kościoła Katolickiego i nie poszła drogą reformacji. Trudno przyjąć tak utylitarne podejście do wiary, bo w ten sposób pozbawiamy się czegoś ważnego, by zacytować Jana Pawła II: "człowiek nie może siebie sam do końca zrozumieć bez Chrystusa. Nie może zrozumieć ani kim jest, ani jaka jest jego właściwa godność, ani jakie jest jego powołanie i ostateczne przeznaczenie. Nie może tego wszystkiego zrozumieć bez Chrystusa." I przeniósł to papież również na dzieje Polski: "tego, co naród polski wniósł w rozwój człowieka i człowieczeństwa, co w ten rozwój również dzisiaj wnosi, nie sposób zrozumieć i ocenić bez Chrystusa". I potem jeszcze dodaje: "Jeślibyśmy odrzucili ten klucz dla zrozumienia naszego narodu, narazilibyśmy się na zasadnicze nieporozumienie". No właśnie, prof. Nowak wydaje się nas od tego nieporozumienia ratować. Być może jest to spowodowane przez jeszcze jedną zaletę jego książki: próbuje rozmieć, a może bardziej pytać, jak odległe wydarzenia wpłynęły na obecną Polskę.

Jak sie czyta "Dzieje Polski"? Bardzo dobrze, choć od czasu do czasu trafi się nieco słabszy czy trudniejszy fragment, ale to wynika z dużej szczegółowości. Jak już męczymy Pawła Jasienicę, to trzeba stwierdzić, że jego czyta się łatwiej, ale w porównaniu z prof. Nowakiem jest to wyraźnie krótsza i bardziej powierzchowna lektura. Przy czym to zastrzeżenie wobec "Dziejów Polski" to uwaga dla mniej zaawansowanych, bo jeśli ktoś lubi historię i nie boi się książek, to nie będzie miał żadnego problemu.

Andrzej Nowak
Dzieje Polski, Tom I: do 1202. Skąd nasz ród
Dzieje Polski, Tom II: 1202 - 1340. Od rozbicia do nowej Polski
wyd. Biały Kruk

Dodaj komentarz ≫

Na Ślężę w deszczowy dzień. Warto?

Piotr Surowiecki | ostatnia aktualizacja: 13-04-2016, 6:25 | Copyright (c) psur.pl | Zakaz kopiowania tekstu i/lub zdjęć

W miniony weekend wybraliśmy się na Ślężę w deszczową pogodę: padało niemal całą sobotę, potem całą noc, a my ruszyliśmy na szlak w niedzielne przedpołudnie. Akurat mieliśmy szczęście, bo gdy wchodziliśmy na górę deszcz przestał padać. To ważne, bo zmoknąć już na początku wędrówki byłoby kłopotliwe. Padało za to jak schodziliśmy, ale nie przejmowaliśmy się tym zbytnio, wiedząc, że za chwilę osuszymy się w aucie.

Najmłodszy uczestnik naszej ekipy miał niecałe dwa lata i momentami siedział w nosidełku. Ze względu na niego oraz na warunki pogodowe wybraliśmy najprostszy chyba szlak: żółty od Przełęczy Tąpadła. Jak to zatem wygląda podczas deszczu?
Deszcz, mgła i droga w lesie iglastym
Byliśmy mile zaskoczeni. Droga jest utwardzona, porobione są odwodnienia, których zadaniem jest odprowadzać wodę ze szlaku do strumieni płynących obok, dzięki czemu mimo padającego deszczu na szlaku nie ma dużego błota. Warto pamiętać, że szlak ten stanowi jednocześnie drogę dla samochodów na szczyt Ślęży (obsługujących schronisko czy kościół), stąd też konieczność utrzymania go w sensownym stanie również w czasie deszczu. Zatem jak na góry i deszcz warunki świetne: nigdzie nie było rozległego, głębokiego błota, chociaż czasem częścią drogi płynął strumyk, więc pod nogi trzeba było patrzeć.

Już na szczycie Ślęży na turystów czeka schronisko, gdzie w cieple i pod dachem można odpocząć i posilić się. W deszczowy dzień to wyjątkowa zaleta. Dodatkowo jest jeszcze kościół, w którym - również pod dachem - można spędzić trochę czasu na zwiedzaniu bądź modlitwie (otwarty w weekendy w godz. 11-17, msze w niedziele i święta o 14). W czasie deszczu nie skorzystamy za to z jednej z głównych atrakcji Ślęży, czyli rozległych widoków na okolicę.

Okazuje się zatem, że ze względu na utwardzony szlak oraz możliwość schowania się przed deszczem na szczycie, Ślęża jest całkiem przyjazna dla turystów nawet podczas padającego deszczu.

Dodaj komentarz ≫

Film o historii polskich dróg

Piotr Surowiecki | ostatnia aktualizacja: 06-01-2016, 6:43 | Copyright (c) psur.pl | Zakaz kopiowania tekstu i/lub zdjęć

Złośliwi twierdzą, że polskie drogi nie potrzebują muzeum ani archiwalnych filmów, bo te może oglądać każdego dnia zza okna samochodu... My aż tacy krytyczni nie jesteśmy, w ostatnich latach nastąpiła wyraźna poprawa, choć oczywiście wciąż jest wiele do zrobienia, a niektórzy poddają krytyce koszty nowych odcinków i tempo ich budowy.

Zostawiamy te dyskusje portalom politycznym i jednocześnie zachęcamy do obejrzenia bardzo ciekawego filmu o historii polskich dróg. Nie wszyscy lubią dokumenty, ale ten jest dynamiczny, łatwo się ogląda, można też dzieciakom pokazać.

Dodaj komentarz ≫

Długi weekend z dziećmi w Zakopanem

Piotr Surowiecki | ostatnia aktualizacja: 12-11-2015, 7:14 | Copyright (c) psur.pl | Zakaz kopiowania tekstu i/lub zdjęć

Udało nam się spędzić ostatnich kilka dni w Zakopanem. Byliśmy z dziećmi, z których najmłodsze ma ok. półtora roku. Wkrótce podzielimy się kilkoma cennymi dla rodziców refleksjami oraz propozycjami wycieczek, ale dla tych którym się śpieszy (bo długi weekend jeszcze trwa), podajemy kilka dobrych propozycji na wyjście w Tatry z dzieckiem.

1) Rusinowa Polana z parkingu w okolicach leśniczówki Zazadnia (niebieski szlak). Jest to trasa na nosidełko. (więcej szczegółów i mapka)
Ławy na Rusinowej Polanie, w tle góry

2) Przysłop Miętusi przez Dolinę Małej Łąki - w górę niebieskim szlakiem, potem czarnym i w dół żółtym. Jest to trasa na nosidełko (artykuł już jest - zobacz).

3) Dolina Kościeliska - dochodzimy do schroniska Ornak (zielony szlak). Trasa do przejścia z wózkiem dziecięcym (artykuł już gotowy - czytaj).

Zobacz komentarze (1) ≫

Nowe ikony POI w AutoMapie - czy lepsze?

Piotr Surowiecki | ostatnia aktualizacja: 02-09-2016, 6:57 | Copyright (c) psur.pl | Zakaz kopiowania tekstu i/lub zdjęć

AutoMapa wprowadziła nowe ikony dla tzw. POI, czyli użytecznych punktów. Ze względu na ich liczbę, różnorodność, a także opisy zawsze były one bardzo mocną stroną AutoMapy. Przykłady takich punktów to np. stacje benzynowe, markety, bankomaty, muzea, atrakcje turystyczne, różnego rodzaju informacje drogowe (np. fotoradary, punkty poboru opłat, przejazdy kolejowe), kościoły, gastronomie.

Czy po wprowadzeniu nowego wyglądu ikon dalej będą one tak mocną stroną AutoMapy? Naszym zdaniem nie, a sądząc po komentarzach użytkowników na Facebooku nie jest to odosobniona opinia.

---
Uwaga! Od wersji 4.01 na Androida (ukazała się pod koniec sierpnia 2016) ikonki zostały częściowo poprawione i znów widać np. logo firmy w przypadku stacji benzynowych.
---

Trzy podstawowe wady nowych ikon:

1) Wcześniej wiele punktów POI było wyświetlanych na mapie jako logo danej marki, np. widzieliśmy znaczek Orlenu, BP, Biedronki, Netto, danego bankomatu czy McDonalda. Obecnie wszystkie POI w jednej kategorii mają taką samą ikonkę, np. dystrybutor stacji benzynowej albo koszyk marketu. Znacznie zmniejsza to liczbę informacji, które AutoMapa dostarcza użytkownikowi, bo trzeba klikać na każdą ikonkę, żeby dowiedzieć się co to za POI. Mówimy o programie do nawigacji, więc każde takie zmuszenie kierowcy do klikania czy do czytania znacznie obniża komfort i bezpieczeństwo, a często jest niemożliwe, więc to trochę tak jakby te informacje w ogóle zniknęły z programu.

2) Nowy wygląd punktów POI jest bardzo mało czytelny, gdyż niemal wszystkie są biało-niebieskie (wyjątki to te związane z fotoradarami oraz z zagrożeniami na drodze - mają odpowiednio tło czerwone i żółte). Na pierwszy rzut oka zupełnie nie widać z czym mamy do czynienia, trzeba poświęcić sporo uwagi by rozróżnić np. stację benzynową od kościoła. Wcześniej to się widziało nawet kątem oka - cóż to za problem odróżnić kolorowe logo Shella czy Lotosu od charakterystycznego, mocno narysowanego czarnym kolorem budynku z krzyżem? Użyte tylko dwa kolory i to jeszcze o słabym kontraście to błąd. Naszym zdaniem są też one po prostu brzydkie i niezbyt pasują do kolorystki mapy, ale to już kwestia gustu.

3) Na urządzeniach z wysoką rozdzielczością (np. tabletach) stare ikony POI były małe, dzięki czemu można było ich sobie sporo wyświetlać, a mimo tego mapa wciąż była czytelna. Wydaje nam się, że te nowe zostały powiększone i jak sobie ustawimy np. skalę 5 km i wyświetlanie kilku kategorii POI to w dużych miastach, gdzie tych punktów jest dużo, mapa przestaje być czytelna.

Producenta AutoMapy zdecydowanie zachęcamy do powrotu do starych POI i skoncentrowania się nie na rzeczach, w których AutoMapa jest dobra, bo widać, że tam łatwiej coś zepsuć niż poprawić, ale na tych gdzie AutoMapa gorzej sobie radzi. Warto popracować np. nad wyznaczaniem trasy i omijaniem korków, prezentacją alternatywnej trasy w czasie nawigowania albo nad wprowadzeniem nowego rodzaju trasy ("odważna"), która bierze pod uwagę jedynie odległość i czas jazdy, a nie kategorię drogi, bo obecnie AutoMapa boi się puszczać kierowcę bocznymi drogami.

Niech przykładem, który najlepiej podsumuje te nasze wywody będzie leśniczówka: po staremu wyświetlało się charakterystyczne poroże, które trudno z czymkolwiek pomylić, a obecnie wyświetla nam się... walizka! Prawdopodobnie dlatego, że leśniczówka jest w kategorii turystyka.

Zobacz komentarze (6) ≫

Propozycja dla rodzin na Wielki Piątek

Piotr Surowiecki | ostatnia aktualizacja: 16-04-2014, 16:24 | Copyright (c) psur.pl | Zakaz kopiowania tekstu i/lub zdjęć

Chcielibyśmy podzielić się ciekawym sposobem na spędzenie Wielkiego Piątku. Otóż w zeszłym roku pojechaliśmy całą rodziną do Trzebnicy, gdzie w lesie na wzgórzach jest malowniczo położona kalwaria. Przeszliśmy całą drogę krzyżową zatrzymując się przy kolejnych stacjach, by wyjaśnić dzieciom namalowaną scenę i wspólnie krótko się pomodlić.

Dzieci zachwycone, bo biegały do woli z patykami w rękach, a do tego jeszcze były zainteresowane co będzie na kolejnych stacjach. My też mogliśmy choć chwilę skupić swoje myśli na Męce Chrystusa, w wszystko to w otoczeniu pięknej przyrody.
Kapliczki kalwaryjskie przy ścieżce(więcej zdjęć i informacji o kalwarii w Trzebnicy)

Zachęcamy by odnaleźć taką kalwarię również w swojej okolicy. Jest ich w Polsce mnóstwo, a są one bardzo dobrym miejscem na żywe, ciekawe i pełne ruchu przekazanie dzieciom tajemnicy Świąt Wielkanocnych.

Dodaj komentarz ≫

Najładniej położona stacja benzynowa w Polsce?

Piotr Surowiecki | ostatnia aktualizacja: 09-07-2015, 8:37 | Copyright (c) psur.pl | Zakaz kopiowania tekstu i/lub zdjęć

Stacje benzynowe nie należą z pewnością do obiektów szczególnie pięknych i interesujących turystycznie, nam jednak podczas wakacyjnych wojaży spodobała się stacja Orlen w Dziwnowie, a właściwie jej niezwykłe położenie.
Stacja benzynowa nad Dziwną
Cóż w niej takiego niezwykłego? Po pierwsze jest ona położona nad rzeką Dziwną (formalnie to ponoć cieśnina morska, a nie rzeka), na takim jakby pomoście, dzięki czemu z jednej strony podjeżdżają na nią samochody, a z drugiej, od strony wody, mogą tankować statki.
Statek zacumowany przy stacji
Pomost do tankowania statków
Pomost do tankowania statków
Po drugie tankując auto ma się piękny widok na nabrzeże portowe w Dziwnowie, przy którym cumują kutry i statki wycieczkowe, a rybacy sprzedają ryby ze skrzynek. W słoneczny, letni dzień widok był naprawdę wakacyjny.
Widok na nabrzeże portowe
Nabrzeże portowe
Stacja ta położona jest przy ul. Słowackiego, która biegnie malowniczo wzdłuż rzeki Dziwnej. Jest przy niej także bulwar spacerowy, którym można dojść do nabrzeża portowego.
Stacja benzynowa w Dziwnowie
Oczywiście najlepiej zobaczyć to miejsce na własne oczy, gdyż zdjęcia są tylko namiastką prawdziwego widoku. Bo przecież szum wody, zapach rzeki czy atmosfera rodzinnego urlopu też ten widok tworzą.

Zobacz komentarze (1) ≫

Kilka dni na Litwie!

Piotr Surowiecki | ostatnia aktualizacja: 19-06-2015, 6:17 | Copyright (c) psur.pl | Zakaz kopiowania tekstu i/lub zdjęć

Mieliśmy przyjemność spędzić kilka majowych dni na Litwie, a dokładnie w słynnej niegdyś Połądze. Zwiedzaliśmy też Kłajpedę, a właściwie położone tam Delifnarium. Trzeba przyznać, że defliny zachwycają swoimi popisami!

Litwa - ładny to kraj, podobny dość do Polski, choć trudno się przecież wypowiadać będąc tam ledwie kilka dni! Dużo mniej ludzi, a przez okno samochodu widać jak ciągną się mickiewiczowskie pagórki leśne i łąki zielone. Ceny w sklepach na ogół wyższe.

Dzięki temu wyjazdowi odkryliśmy Połągę i jej niezwykle ciekawą historię sprzed ok. 100 lat związaną z rodziną Tyszkiewiczów. Reymont kończył tam pisać "Chłopów" i nie mógł się nadziwić jak w tym rzeźwym, morskim powietrzu odzyskuje się zdrowie, a praca dobrze idzie. Odsyłamy tu do wspaniałej książki Małgorzaty Omilanowskiej pt. "Nadbałtyckie Zakopane. Połąga w czasach Tyszkiewiczów.". W takiej miejscowości można czuć się bardziej swojsko niż w wielu naszych kurortach na Pomorzu Zachodnim!

Na naszej stronie będą się sukcesywnie pojawiać materiały z tej podróży:
* Delfinarium w Kłajpedzie (relacja, zdjęcia, filmik)
* Połąga - zapomniany kurort nad Bałtykiem

Póki co - ul. Adama Mickiewicza w Połądze.
A. Mickeviciaus gatve - ul. Adama Mickiewicza w Połądze

Zobacz komentarze (1) ≫

Nawigacja w tablecie Dell Venue 7? Testujemy!

Piotr Surowiecki | ostatnia aktualizacja: 26-03-2015, 6:35 | Copyright (c) psur.pl | Zakaz kopiowania tekstu i/lub zdjęć

Jesteśmy w trakcie testowania tabletu Dell Venue 7 jako nawigacji. Póki co testujemy go z darmowym programem do nawigacji Google Maps, uchwytem firmy Trust i darmowym internetem aero2. Po pewnym czasie napiszemy wyczerpujące testy (umieścimy linki poniżej), póki co chcielibyśmy się podzielić pierwszymi wrażeniami.

Naszym punktem odniesienia jest przede wszystkim nawigacja Navroad VIVO 6" z AutoMapą, których używamy od kilku lat, ale także używana jeszcze wcześniej nawigacja Navia Nv33 3,5" z Biedronki z MapąMap TOP.

Pierwsze wrażenie to świetna jakość obrazu w tablecie Dell Venue 7. Nawet w jasny dzień prezentowane rzeczy są bardzo wyraźne. Do tego jest jeszcze automatyczne dostosowanie jasności do aktualnego oświetlenia, co jest nie tylko bardzo wygodne (szczególnie podczas dłuższej trasy), ale też pozwala oszczędzać baterię. No właśnie, długość pracy na baterii to kolejna zaleta.

Świetną cechą systemu Android jest możliwość "wpisywania" nazw głosem (do tego trzeba mieć połączenie z Internetem): zamiast mozolnie klikać na klawiaturze nazwę ulicy możemy ją po prostu powiedzieć i to rzeczywiście działa - sprawdzaliśmy! Tak jest w przypadku aplikacji Google Maps, nie wiemy jeszcze czy inne programy z tego korzystają.

Dell Venue 7 bardzo dobrze współgra z darmowym Internetem aero2. Zasięg aero2 podczas jazdy po dużym mieście był oczywiście zupełnie wystarczający, da się nawet jechać z wyświetlonym zamiast mapy widokiem satelitarnym, chociaż ten widok to chyba jednak bardziej ciekawostka, niż praktyczne ułatwienie. Natomiast wielka wada aero2 to konieczność wpisywania captchy (te śmieszne cyferki do przepisywania) co jakiś czas, czego kierowca w czasie jazdy nie powinien raczej próbować robić.

Tablet nie ma najmniejszych problemów z łapaniem sygnału GPS - po włączeniu i złapaniu w kilka sekund aero2 jest już gotowy do nawigowania, więc nawet niezbyt wiadomo kiedy ten sygnał GPS łapie.

Wadą tabletu Dell Venue 7 w stosunku do nawigacji Navroad VIVO jest na pewno brak dedykowanego uchwytu i ładowarki (przynajmniej my takich nie znaleźliśmy). My kupiliśmy uchwyt Trust 19735 za ok. 45 zł z przesyłką. Jesteśmy w trakcie testowania go, więc od oceny się jeszcze powstrzymamy.

Aplikacja Google Maps wygląda na bardzo podstawową - niewiele tam opcji - ale za to jest bardzo wygodna i prosta w obsłudze. Dla osób mniej pasjonujących się mapami, a chcących po prostu gdzieś dojechać może być dobrym wyborem.

Tyle wrażeń na gorąco, za jakiś czas postaramy się napisać szczegółowe testy.

Dodaj komentarz ≫

AutoMapa coraz gorsza?

Piotr Surowiecki | ostatnia aktualizacja: 30-05-2015, 9:16 | Copyright (c) psur.pl | Zakaz kopiowania tekstu i/lub zdjęć

Od kilku lat do naszych podróży używamy AutoMapy na urządzeniu Navroad VIVO (Windows CE). Zawsze mieliśmy o niej bardzo dobre zdanie (np. zobacz nasze porównanie z MapąMap), ale od jakiegoś czasu aplikacja ta zaczyna nas coraz bardziej irytować.

Z funkcjonalności AutoMapy jesteśmy bardzo zadowoleni: dużo opcji konfiguracyjnych, dużo danych na mapach. Brakuje nam tylko algorytmu wyznaczania trasy, który nazwalibyśmy "odważny", a który omijałby korki i nie bał się puścić kierowcy jakąś boczną drogą w celu ominięcia zatorów.

Nasze największe zastrzeżenia dotyczą poprawności działania programu, gdyż w czasie używania AutoMapy bardzo często zdarzało nam się natrafić na błędy. Przykład: wybieramy punkty, aby wyznaczyć trasę, AutoMapa coś tam oblicza i po chwili zamiast trasy wyświetla nam komunikat: "Wewnętrzna niezgodnosć danych". Kilka razy nam się to zdarzyło, a warto podkreślić, że to się powtarza, tzn. dopóki będzie się wybierało te same punkty początkowe i docelowe, to trasa się nie wyznaczy - trzeba wybrać jakieś inne, ale jakie, skoro jedziemy w to konkretne miejsce? Na trasie takie sytuacje są bardzo denerwujące.

Inny zabawny błąd, który kiedyś nam się przytrafił, to polecenie Krzysztofa Hołowczyca, by zjechać z ronda dziewiątym zjazdem. Szkopuł w tym, że rondo miało ich tylko trzy. Można oczywiście jeździć w kółko i odliczać do dziewięciu...

Dużo groźniejszy w skutkach błąd przytrafił nam się w wakacje 2014, kiedy to AutoMapa wyznaczyła nam absurdalną trasę z Wrocławia w kierunku na Poznań. Na szczęście nie skorzystaliśmy z tej wskazówki i okazało się, że mieliśmy rację.

Na Androidzie trochę lepiej (aktualizacja)

Ostatnio testujemy wersję AutoMapy na Androida (system używany przez większość tabletów i smartfonów) i jest trochę lepiej. Wyznaczanie trasy przy połączeniu z Internetem działa całkiem sensownie. Niestety, w czasie dłuższej trasy zdarzało nam się, że AutoMapa się zawieszała. Czasem wystarczyło poczekać kilka sekund i wracała do życia, ale jak przerwa trwała dłużej to już po prostu nie czekaliśmy, tylko uruchamialiśmy AutoMapę od nowa. Także podobnie jak na Windowsie CE: funkcjonalność programu bardzo dobra, ale błędy bardzo denerwujące.

Dodaj komentarz ≫

Zbiornik w Sulistrowicach wciąż bez wody

Piotr Surowiecki | ostatnia aktualizacja: 13-04-2016, 6:44 | Copyright (c) psur.pl | Zakaz kopiowania tekstu i/lub zdjęć

Kilka tygodni temu przejeżdżaliśmy przez tamę na zalewie w Sulistrowicach. Zalew był całkowicie opróżniony z wody, dno było zarośnięte, a plaża od kąpieliska była tylko kawałkiem piaszczystej wysepki w morzu trawy. Co więcej, nie było widać żadnych prac budowlanych czy remontowych. Wygląda na to, że i tym roku w Sulistrowicach nie będzie można się kąpać. Przypominamy, że zapora czeka na remont, gdyż została uszkodzona w czasie powodzi.

Tu powinno być jezioro:
Widok na pusty zbiornik w Sulistrowicach

Ten piach po prawej stronie, to dawna plaża:
Widok na plażę przy pustym zbiorniku w Sulistrowicach

Aktualizacja: w kwietniu 2016 stan zbiornika wyglądał tak samo, więc w tym roku również nie zanosi się na uruchomienie kąpieliska.

Zobacz komentarze (1) ≫

Żywa Szopka we Wrocławiu - Wittigowo 2016/2017

Piotr Surowiecki | ostatnia aktualizacja: 25-12-2016, 9:18 | Copyright (c) psur.pl | Zakaz kopiowania tekstu i/lub zdjęć

We Wrocławiu jak co roku żywa szopka jest tworzona u Redemptorystów przy parafii pw. Matki Bożej Pocieszenia (ul. Wittiga - to kawałek za ZOO, trzeba skręcić w prawo). Znajdują się tam m.in. osiołki. W te Święta szopka będzie czynna do 6 stycznia 2017 (piątek), czyli Uroczystości Objawienia Pańskiego.

Poniżej nasza relacja z odwiedzin w szopce sprzed dwóch lat.

---

W dzisiejszy mroźny dzień postanowiliśmy odwiedzić jakąś żywą szopkę we Wrocławiu. Stworzyli taką - jak chyba co roku - ojcowie redemptoryści z parafii pw. Matki Bożej Pocieszenia przy ul. Wittiga (niedaleko ZOO). O ile się orientujemy jest to jedyna w tym roku żywa szopka we Wrocławiu (jeśli ktoś ma inne informacje, to prosimy o komentarz poniżej).

Szopka składa się z czterech zagród ze zwierzętami (m.in. kucyki, osiołek). Stajenka ze Świętą Rodziną jest zrobiona z dużych figur. Całość bardzo ładna i sympatyczna.

Dzieciaki mają dobry dostęp do zwierząt, mogą obejrzeć je z bliska, a niektóre bydlątka podchodzą zupełnie blisko, dając się głaskać.

Godzin otwarcia chyba żadnych nie ma, bo całość jest taka zaaranżowana, że dostęp do szopki jest cały czas (no chyba, że ktoś wywozi zwierzaki na noc, w co jednak wątpimy).

Warto wiedzieć, że w niedziele i święta w kościele przy ul. Wittiga o godz. 12:00 jest odprawiana msza z udziałem dzieci.

Dodaj komentarz ≫

Sposób na korki przed bramkami

Piotr Surowiecki | ostatnia aktualizacja: 22-06-2014, 14:07 | Copyright (c) psur.pl | Zakaz kopiowania tekstu i/lub zdjęć

Symbol autostradyNiemal w każdy długi weekend bądź wakacyjny szczyt słyszymy o kilometrowych korkach przed bramkami, w których pobiera się opłaty za przejazd autostradą. Kierowcy stoją tam często po kilkadziesiąt minut! Jest to sytuacja o tyle absurdalna, że powtarza się zawsze wtedy kiedy autostrady są najbardziej potrzebne (czyli jak jest duży ruch) i tym samym przestają one pełnić swoją rolę, bo nie skracają czasu podróży i nie zmniejszają korków. Czy da się jakoś rozwiązać ten problem?

Oczywiście, wystarczy zmienić system poboru opłat (np. na winiety) albo w ogóle zlikwidować dodatkowe opłaty za autostrady (zobacz: czy opłaty na autostradach mają sens?). To jednak potrwa z pewnością kilka lat, a problem można rozwiązać doraźnie. Otóż w wypadku, gdy korek robi się odpowiednio duży (trzeba by ustalić jakąś wartość graniczną) szlabany powinny iść w górę i auta powinny być puszczane bez konieczności płacenia. I tak aż do momentu rozładowania korków. Opłaty byłyby pobierane tylko jeśli nie paraliżuje to ruchu.

W ten sposób można szybko rozwiązać problem, który kompromituje nasze państwo: za ogromne środki zbudowano autostrady, które w najważniejszych momentach nie spełniają swojej roli i dodatkowo kierowcy są zmuszeni płacić za stanie w korkach.

Takie rozwiązanie jest uczciwe, bo kierowcy decydując się na jazdę płatną autostradą kupują usługę szybkiej i komfortowej jazdy, a konieczność stania kilkunastu czy kilkudziesięciu minut w korkach można porównać z niedotrzymaniem warunków umowy, tak jak np. traktuje się zepsuty na gwarancji sprzęt elektroniczny. Poza tym operatorzy autostrad nie muszą być stratni, bo z pewnością więcej kierowców będzie je wybierać, jeśli nie będą się bali korków, a przecież i tak przez większość czasu opłaty będą pobierane.

Swoją drogą jak absurdalny jest system poboru opłat na bramkach świadczy np. podróż z Opola do Krakowa. Na ok. 160 km autostrady trzeba przejechać przez 4 bramki!

Zobacz komentarze (2) ≫

Czy autostrady powinny być płatne?

Piotr Surowiecki | ostatnia aktualizacja: 27-05-2014, 22:25 | Copyright (c) psur.pl | Zakaz kopiowania tekstu i/lub zdjęć

W Polsce wszystkie autostrady docelowo mają być płatne. Zazwyczaj tłumaczy się to tym, że koszt ich wybudowania i utrzymania jest droższy, więc za przejazd trzeba zapłacić. Moim zdaniem to nie ma sensu.

Czy ktoś zrezygnuje z podróży tylko dlatego, że nie chce płacić za autostradę? Oczywiście, że nie! Jeśli nie chce płacić, to po prostu pojedzie inną drogą, zamiast płatną autostradą. Jadąc boczną drogą straci swój czas, będzie przejeżdżał przez miasteczka i wsie zanieczyszczając powietrze tudzież utrudniając życie mieszkańcom, a do tego być może bardziej zniszczy drogi, bo przypuszczam, że te boczne są mniej odporne na obciążenie niż nowe autostrady. Zatem budżet państwa nic na tym nie zyska, bo drogi zużyją się tak samo albo bardziej, nic też nie zyskają obywatele - zarówno podróżujący jak i mieszkający przy drogach. Jaki zatem sens ma wprowadzanie dodatkowych opłat za przejazd autostradami? Chyba żaden, powinno to być równomiernie rozłożone (teraz jest np. w podatkach zawartych w cenie paliwa), ale już bez dodatkowych kosztów na wybranych drogach.

Jeśli zaś nie stać nas na autostrady bez dodatkowych opłat, to warto zadać pytanie czy w takim razie ma sens budować eksterytorialne korytarze dla bogatych? Może zamiast tego lepiej zbudować na drogach krajowych i wojewódzkich więcej obwodnic, bezpiecznych skrzyżowań, wiaduktów, dodatkowych pasów do wyprzedzania (np. "2 + 1") czy odcinków dwujezdniowych?

Na koniec warto poruszyć jeszcze jedną rzecz: sposób poboru opłat. Obecnie w Polsce jest on realizowany przez bramki, co jest rozwiązaniem o tyle absurdalnym, że niejednokrotnie stojąc przed nimi w korku traci się cały zysk czasowy z przejazdu autostradą, a w krytyczne dni (wakacje na A1 czy długie weekendy na A4) kierowcy stoją w korku po kilkadziesiąt minut! To jednak nie jest argument do ogólnej dyskusji o opłatach, bo te można pobierać w inny sposób, np. przez winiety.

(Uprzedzam uwagi: zdaję sobie sprawę, że część odcinków autostrad jest koncesyjnych i na ich budowę wydali pieniądze prywatni inwestorzy. Nie jest to jednak problem nie do rozwiązania, a mi chodzi o samą ideę opłat za autostrady.)

Zobacz komentarze (1) ≫

Jastarnia i Hel poza sezonem (zdjęcia)

Piotr Surowiecki | ostatnia aktualizacja: 07-12-2013, 8:43 | Copyright (c) psur.pl | Zakaz kopiowania tekstu i/lub zdjęć

W listopadzie byliśmy na Mierzei Helskiej. Już niedługo napiszemy o tym więcej w artykułach, a póki co kilka zdjęć.

Poniżej plaża w Helu na samej końcówce półwyspu - z trzech stron jest tam morze:
Plaża i wydmy nad morzem

Foka podczas karmienia w fokarium:
Foka wystawia głowę z wody(więcej informacji i zdjęć z fokarium)

Hel - widok na plażę przy fokarium, w oddali port z charakterystycznym budynkiem Informacji Turystycznej zwanym żartobliwie "Jajo Burmistrza":
Plaża z kutrem i port na drugim planie

A to już Jastarnia - zupełnie pusta plaża poza sezonem:
Pusta plaża w promieniach Słońca
Plaża z napisem psur.pl na piasku

Molo w Jastarni (nad Zatoką Pucką):
Molo przy zachodzącym Słońcu

Na ulicach pusto, wszystkie sklepy i gastronomie pozamykane:
Pusta ulica z pozamykanymi sklepami

Jastarnia - zachód Słońca nad Zatoką Pucką:
Zachód Słońca nad morzem

Dodaj komentarz ≫

Przed wyjazdem słucham regionalnego radia

Piotr Surowiecki | ostatnia aktualizacja: 20-11-2013, 6:41 | Copyright (c) psur.pl | Zakaz kopiowania tekstu i/lub zdjęć

Mam taki zwyczaj, że na jakiś czas przed dłuższym wyjazdem słucham sobie rozgłośni radiowej z tamtego regionu - przez Internet oczywiście. Słuchając lokalnych wiadomości czy nawet reklam można się fajnie wczuć w rytm życia danego regionu, zapoznać choćby z nazwami miejscowości. To bardzo miłe, można się cieszyć wyjazdem już dużo wcześniej.

Przykłady?

Gołubie - tablica z nazwą miejscowości po polsku i kaszubskuWybierającym się na Kaszuby (w tym np. do Władysławowa czy na Mierzeję Helską) polecam Radio Kaszebe, czyli tamtejszą rozgłośnię radiową, która część programu nadaje po kaszubsku.

Przed wyjazdem na Podlasie słuchałem z kolei Katolickiego Radia Podlasie.

A gdy latem odliczałem już dni to tradycyjnego urlopu nad polskim morzem, to by posłuchać wiadomości z plażowych okolic, włączałem Radio Koszalin.

Zobacz też: podstawowe porady przed wyjazdem.

Dodaj komentarz ≫

Gorszy Traffic na Targeo!

Piotr Surowiecki | ostatnia aktualizacja: 20-11-2013, 6:32 | Copyright (c) psur.pl | Zakaz kopiowania tekstu i/lub zdjęć

W ostatnich tygodniach zmienił się sposób wyświetlania korków na Targeo. Jest mniej kolorów określających płynność ruchu, ale to jeszcze pół biedy.

Najgorsze jest to, że dotychczas kolory oznaczały konkretne prędkości, a teraz widać tylko czy jest "korek" czy jest "szybko". Dlaczego to dla mnie takie ważne? Bo gdy planuję podróż bocznymi drogami, to skąd wiedzieć czy da się po nich sprawnie jechać (w 99% jest to kwestia nawierzchni)? Najłatwiej było to właśnie sprawdzić po prędkościach: czy poza obszarem zabudowanym oscylują koło 60 km/h (kiepska nawierzchnia) czy 80 km/h i więcej (wtedy jest ok!).

Teraz pozostaje tylko Korkosfera (to już jedyny serwis, który do kolorów przypisuje dokładne prędkości i ma w bazie nawet boczne drogi) albo StreetView, na którym można po prostu popatrzeć czy widać jakieś dziury w nawierzchni...

Zobacz też: serwisy z informacjami o korkach.

Dodaj komentarz ≫

Wystawa Klocków Lego - Zakopane, Kołobrzeg (nasza opinia)

Piotr Surowiecki | ostatnia aktualizacja: 08-07-2014, 17:10 | Copyright (c) psur.pl | Zakaz kopiowania tekstu i/lub zdjęć

Od 5 lipca do końca wakacji 2014 będzie można oglądać wystawę klocków Lego w dwóch miejscach:
- w porcie w Kołobrzegu (ul. Towarowa, w pobliżu latarni morskiej),
- w Zakopanem: Dolna Rówień Krupowa (niedaleko Krupówek).

My mieliśmy okazję odwiedzić tę samą wystawę w styczniu 2014 roku, kiedy to była prezentowana we Wrocławiu. Poniżej nasze wrażenia, chociaż trzeba wziąć pod uwagę dwie istotne zmiany. Po pierwsze od tego czasu przybyło sporo budowli (doszedł m.in. cyrk, szpital, gablota z muminkami, a także starożytne Forum Romanum). Po drugie powiększona o nowe budynki wystawa została podzielona na pół i część budowli pojechała nad morze, a część w Tatry, dlatego nie wszystkie z opisywanych przez nas budowli będzie można spotkać w jednym miejscu.

Wystawa składa się z kilkudziesięciu gablot, w których przedstawiono budowle i sceny skonstruowane z klocków Lego. Są to zarówno niewielkie, pojedyńcze modele (np. samolotów) jak też i rozbudowane sytuacje (sceny batalistyczne czy życie miasta). Niektóre z gablot są w niewielkim stopniu interaktywne (np. naciśnięcie przycisku powoduje, że pociąg jedzie).

Naszym zdaniem największą zaletą wystawy jest jej ogromna różnorodność. Dzięki niej w niektórych miejscach dzieci przykleją nosy do szyb, a w innych przystaną na dłuższą chwilę rodzice czy nawet dziadkowie.

Oto niektóre z ciekawszych obrazków.
* Piękny renasansowy zamek z murami i bastionami (jak np. na Jasnej Górze) i ze sceną przyjazdu jakiejś ważnej osobistości w karocy.
* Zestawy z Hobbita i Władcy Pierścieni (w tym wieża Sarumana).
* Kilka interaktywnych robotów MindStorms.
* Scena batalistyczna z września 1939 z m.in. tankietką, kawalerią, wiejską chatą i niemieckim czołgiem.
* Typowa dla lat 90-tych budka kempingowa, z której sprzedawano zapiekanki.
* Wiele makiet z jeżdżącymi pociągami.
* Mnóstwo pojazdów z PRL (np. Star, który woził JP2 w 1979 roku).
* Duża gablota z zamkami i rycerzami.
* Bardzo duża scena - życie miasta Lego City (lotnisko, port, pociągi, strażacy itp.).

I jeszcze wiele innych. Przy czym rozmiar tych budowli jest bardzo zróżnicowany.

Czy zatem warto pójść? Bilety nie są zbyt tanie, więc przed pójściem trzeba się zastanowić. Naszym zdaniem jeśli w rodzinie Lego jest lubiane (np. dzieci dużo się bawią), to warto odwiedzić tę wystawę. Jeśli zaś przy klockach Lego nie spędza się wiele czasu, to gdzieś tam przy okazji można się przejść - jeśli mamy wolny czas i parę złotych.

Ceny biletów za osobę (takie same w Kołobrzegu i w Zakopanem):
- sobota - niedziela: 12 zł
- poniedziałek - piątek:
* 9 zł od godz. 10 do 14;
* 12 zł od 14 do 20;
* 8 zł od 20 do 21

Bilet rodzinny (4 osoby w tym max. 2 dorosłe): zawsze 9 zł za osobę
Dzieci do 95 cm - wejście bezpłatne

Zobacz komentarze (3) ≫

Startujemy z blogiem!

Katarzyna i Piotr Surowieccy | ostatnia aktualizacja: 20-11-2013, 6:27 | Copyright (c) psur.pl | Zakaz kopiowania tekstu i/lub zdjęć

Nowy dział na naszej stronie - blog! To takie swobodne notatki związane z podróżowaniem, które nie pasują ani do poważnych artykułów, ani do konkretnych wiadomości. Będziemy je umieszczać właśnie na tym blogu.

Postaramy się, żeby było ciekawie! Już wkrótce pojawi się także możliwość dodawania komentarzy do poszczególnych wpisów.

Zapraszamy do lektury i regularnych odwiedzin!

Dodaj komentarz ≫

Copyright (c) Piotr Surowiecki | O nas i kontakt | Regulamin i polityka prywatności | odsłon od XI 2009: 6904067